W tym artykule chciałabym podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami na temat pracy psychoterapeutycznej z dorosłymi, którzy wychowywali się w rodzinie, gdzie występował problem uzależnienia od alkoholu. W toku zbierania doświadczeń i rozwoju badań w obrębie lecznictwa odwykowego dorosłe dzieci alkoholików (DDA) zostały opisane jako takie, które mogą przejawiać zespół utrwalonych osobowościowych schematów funkcjonowania psychospołecznego powstałych w dzieciństwie, które utrudniają adekwatny, bezpośredni kontakt z teraźniejszością i powodują psychologiczne zamknięcie się w traumatycznej przeszłości. Powoduje to przeżywanie i interpretowanie aktualnych wydarzeń i relacji przez pryzmat bolesnych doświadczeń z dzieciństwa. DDA nie mają świadomości tych zniekształceń. Schematy te są destrukcyjne i powodują wiele zaburzeń pacjenta w kontakcie z samym sobą oraz z innymi osobami, szczególnie z tymi, z którymi pacjent jest w bliskich związkach (Zofia Sobolewska—Mellibruda, 2011). Powodem, dla którego osoby najczęściej trafiają do gabinetu, są trudności w budowaniu trwałych, satysfakcjonujących związków intymnych.
Z mojej praktyki wynika, że najczęstsze problemy, które zgłaszają ci pacjenci, to: unikanie bliskich związków oraz zobowiązań rodzinnych, co w efekcie prowadzi do poczucia izolacji i osamotnienia; wchodzenie w związki, które nie przynoszą satysfakcji, w zamian za to niejednokrotnie stają się źródłem cierpienia; w końcu trudności w utrzymaniu związków, które często kończą się rozpadem. W literaturze znajduje się wiele opisów badań, które potwierdzają obserwacje, że związki małżeńskie zawierane przez dorosłe dzieci alkoholików częściej kończą się rozwodem niż związki zawierane przez osoby, które pochodzą z rodzin niealkoholowych (Zofia Sobolewska—Mellibruda, 2000).
CO JEST POTRZEBNE, ABY TWORZYĆ DOBRE ZWIĄZKI?
Najkrócej można byłoby powiedzieć: dobre bezpieczne przywiązanie w początkowych latach życia. W życiu dorosłym powtarzamy określone wzorce przywiązania. Są one pewnego rodzaju kontynuacją przywiązania z rodzicami, co więcej — cechują się pewną stałością i odpornością na zmianę (Kałęcka A. i współ., 2006). Kluczowe umiejętności potrzebne do budowania bliskiej relacji zależnościowej dziecko zdobywa w relacji z matką. Istnieje szereg badań z dziedziny neurobiologii ukazujących, że reakcje matki na dziecko w pierwszych miesiącach życia mają fundamentalne znaczenie dla rozwijających się struktur w mózgu dziecka i prawidłowej regulacji układu autonomicznego.
W tym miejscu chcę postawić pewną hipotezę, którą będę rozwijać w kolejnych akapitach, a mianowicie, jeżeli matka lub ojciec, mimo trudnych doświadczeń życiowych, cechują się względnym zdrowiem psychicznym, to dziecko nadal ma szansę, aby wyjść w miarę „zwycięsko” z wielu zagrożeń związanych z zaburzeniami więzi. Chcę podkreślić i rozwinąć w swojej pracy to, że zaburzenia w obszarze budowania więzi, charakteryzujące osoby z syndromem DDA, świadczą o wspólnej porażce obojga rodziców. Choć rodzic pijący w sposób oczywisty i widoczny wprowadza destrukcję do rodziny, to niejednokrotnie stanowi przykrywkę dla nierzadko bardzo głębokich zaburzeń drugiego rodzica, który pozostaje w bezpiecznym cieniu pijącego partnera. W swoich rozważaniach skupię się na sytuacji, którą mimo wszystko częściej spotykam w swojej praktyce, a mianowicie sytuacji, w której ojciec jest osobą uzależnioną, zaś matka żyje latami w relacji, która nie pozostaje bez konsekwencji dla niej samej, ale też jest bezsprzecznie krzywdząca dla pozostających w zależności od niej dzieci.
BIEDNE MATKI W TRUDNYM ŚWIECIE VERSUS BIEDNY ŚWIAT WE WNĘTRZU MATEK
W literaturze wielu autorów opowiada się wyraźnie za ujęciem współuzależnienia jako choroby, gdzie zachowanie osoby współuzależnionej jest widziane jako lustrzane odbicie alkoholizmu. Cechuje je nadmierna opiekuńczość, pełne litości skoncentrowanie na osobie uzależnionej, stałe zamartwianie się, fałszywe nadzieje, rozczarowanie, poczucie beznadziejności, a co najważniejsze, tendencje do zaprzeczania chorobie męża, własnym trudnościom, sytuacji rodziny.
Wielokrotnie pracując z matkami, zadawałam sobie pytanie, co jest tym głównym powodem, dla którego matka nie chroni swoich dzieci, pozwala na zaniedbania, latami nie zmienia sytuacji tkwienia w związku, w którym nie są zaspakajane ani jej potrzeby, ani potrzeby dzieci. Poniżej przytoczę kilka swoich refleksji.
W książce „Efekt Lucyfera” Zimbardo przekonuje czytelników, że aby zmienić zdrową jednostkę w przysłowiowego „kata” czy „ofiarę”, potrzeba do tego jedynie stworzenia odpowiedniego systemu. Swoją tezę opiera na badaniach, przytaczając skonstruowany i przeprowadzony w latach siedemdziesiątych eksperyment, do którego zakwalifikował studentów jednej z amerykańskich uczelni do tego, aby przyjęli rolę więźnia lub strażnika w sztucznie zaprojektowanym więzieniu. Studenci byli przydzieleni losowo do wybranych grup, zaś autor podkreśla, że osoby, które były w przeszłości leczone psychiatrycznie lub manifestowały różnego rodzaju trudności, zostały wykluczone z udziału w eksperymencie. Zaplanowany na czternaście dni eksperyment został przerwany z powodu wzajemnej eskalacji zachowań agresywnych, a stan psychiczny kilku „więźniów” wymagał interwencji psychologicznej.
Przekładając te odkrycia na sposób funkcjonowania służb w naszym państwie, można powiedzieć, że system sprzyja utrzymywaniu statusu ofiary, gdy w grę wchodzi problem uzależnienia. Mój zarzut dotyczy przede wszystkim trudności we wprowadzeniu odgórnej procedury umożliwiającej sprawne odseparowanie sprawców przemocy od ich rodzin. W wielu ośrodkach mówi się o trudnościach w pracy z kobietami, które doświadczają przemocy, o tym, że są bierne, że nie wprowadzają zmian i że nie są w stanie korzystać z profesjonalnej pomocy.
Pomija się przy tym ważny biologiczny aspekt naszego funkcjonowania, gdzie osoba doświadczająca bezpośrednio zagrożenia życia, reaguje stanem zastygnięcia, walki lub ucieczki. To nie stan, w którym jest ona zdolna do racjonalnego myślenia, podejmowania decyzji i szukania rozwiązań. Taka możliwość może przyjść wówczas, kiedy ustąpi bezpośrednie zagrożenie. Dlatego brak dobrych rozwiązań systemowych powoduje, że wiele matek (oraz ich dzieci) jest skazanych na to, aby przez wiele miesięcy doświadczać poczucia zagrożenia i wzmacniać poczucie wyuczonej bezradności.
Wadliwe działanie systemu to jednak tylko częściowe wytłumaczenie wielu tragicznych sytuacji. Zaskakujący jest fakt, że dużo kobiet pytanych o zachowanie męża przed zawarciem związku małżeńskiego przyznaje, że istniało sporo niepokojących przesłanek, które mogły postawić pod znakiem zapytania decyzję o małżeństwie. Kobiety jednak często wyobrażały sobie, że ślub w magiczny sposób odmieni mężczyznę, że stanie się on zupełnie inny. Jak to wytłumaczyć?
W świetle teorii przywiązania można to rozumieć jako kontynuację pewnego wzorca relacji, o czym wspominałam już na początku. Wzorce przywiązania mają silną tendencję do przechodzenia z pokolenia na pokolenie. W badaniach Main, van Ijzendoorn, (1995) potwierdzano, że w przeważającej liczbie przypadków cechujące się poczuciem bezpieczeństwa dziecko wyrastało na cechującego się poczuciem bezpieczeństwa dorosłego, który jako rodzic wychowywał cechujące się poczuciem bezpieczeństwa dzieci.
Niestety także nieprawidłowe wzorce relacji były przekazywane w podobny sposób. W badaniu nad wzorcami przywiązania u członków trzech różnych pokoleń odkryto, że styl przywiązania u badanych babć nie tylko odpowiadał stylowi przywiązania ich dorosłych córek, ale także ich wnuków (Wallin, 2011). Biorąc pod uwagę, że patologiczny wzorzec obejmuje kilka kolejnych pokoleń, warto mieć na uwadze także przeżycia i traumy wojenne, które były udziałem dziadków obecnych rodziców. Nastawienie na przetrwanie, bezustanne poczucie zagrożenia, a także bieda doświadczana przez wiele rodzin w okresie wojennym to bardzo traumatyzujące czynniki. Pamiętam, jak jedna z pacjentek, będąca przez wiele lat w związku z osobą uzależnioną, opowiadała, że jej dojrzewanie, które przypadło na lata powojenne, to praca w gospodarstwie i opieka nad młodszym rodzeństwem. Do nikogo nie można było mieć pretensji, bo rodzice też pracowali, żeby przeżyć. O trudnych sprawach się nie rozmawiało, wspólnym celem było zdobycie podstawowych dóbr. Perspektywa, aby chronić siebie i dzieci, dbać o swoje potrzeby i mieć kontakt z emocjami, była dla tej pacjentki bardzo odległa, ponieważ lęk i poczucie zagrożenia „były jej chlebem powszednim”.
Inne przyczyny, o których chcę wspomnieć, to zaburzenia osobowości, które prezentują matki. Współuzależnienie często jest wiązane z cechami osobowości zależnej, gdzie osoba w sposób względnie trwały pozwala na przejmowanie odpowiedzialności za swoje decyzje życiowe, podporządkowuje własne potrzeby potrzebom innych, nie stawia racjonalnych wymagań tym, od których jest zależna. W sytuacji osamotnienia nie jest w stanie zatroszczy się o siebie, obawia się opuszczenia, towarzyszy temu ograniczona zdolność podejmowania codziennych decyzji. Wydaje się, że takie osoby ze względu na zdolność wchodzenia w relację, dobrze rokują w terapii i stosunkowo szybko wprowadzają zmiany. Istnieją jednak sytuacje, kiedy matki prezentują znacznie głębsze zaburzenia, które sytuują je na granicy nerwicy i psychozy. To kobiety, których świat uczuć został zdominowany przez emocje negatywne.
Zdolność do myślenia jest podporządkowana silnym stanom napięcia o charakterze seksualnym lub agresywnym. Inni ludzie służą jako kontenery na niechciane własne wewnętrzne stany. Bardzo często tymi innymi ludźmi są dzieci.
Matka może rekrutować swoje dziecko jako zawsze dostępny, żyjący pojemnik na jej zahamowania i konflikty. Zdejmuje brzemię z siebie, nakładając je na dziecko (Schier, 2012). To matki niezdolne do empatii. Mają także trudność z utrzymywaniem relacji intymności, zaś druga osoba bywa postrzegana przez pryzmat celu. Toteż wpisanych w scenariusz jest wielu partnerów, każdy z nich może odgrywać inną rolę np. być tylko partnerem seksualnym lub źródłem środków materialnych, zaś dziecko jest atrakcyjne o tyle, o ile odpowiada na potrzeby matki. Dorosła kobieta może przekształcać swoje niemowlęce lęki i poczucie bezsilności w okrutną dominację wobec kogoś słabszego np. dziecka (Welldon, 2010).
KIEDY DZIECKO STAJE SIĘ RODZICEM
Konsekwencją występujących zaburzeń osobowości u matek jest zjawisko parentyfikacji, czyli odwrócenia ról. DDA częściej doświadczają zjawiska parentyfikacji niż osoby niebędące DDA. Kobiety rozczarowane własnym życiem, relacją partnerską, mają tendencję, by utrzymywać swoje dzieci wależności, oczekują opieki, wdzięczności i miłości, zaś osobisty rozwój dziecka i kroki rozwojowe, które podejmuje, traktują jako zagrażające i reagują wrogością na wszelkie akty autonomii. W badaniach (Guziak, 2010; Pasternak, Schier, 2012) osoby z grupy DDA mają częściej, w porównaniu z osobami niebędącymi DDA, zaburzenia w zakresie przebiegu procesu separacji-indywiduacji lub zdarza się, że proces oddzielenia od rodziny pochodzenia jest znacząco zahamowany. Kiedy ojciec pozostaje nieobecny, wynikająca z tego sytuacja (nadmierny kontakt z matką), może uniemożliwiać matki oraz z niestabilnym poczuciem tożsamości (Molton, 2015).
Często w toku badania historii rodziny pacjenci zauważają, że ich rodzice również przejawiali trudności separacyjne. Jedna z pacjentek opowiadała, że najważniejszą osobą w rodzinie była babcia, ojciec nie miał „nic do powiedzenia”. Matka wszystkie najważniejsze sprawy, również te dotyczące pacjentki, uzgadniała z babcią. Kiedy babcia się obrażała, matka złościła się na ojca, obarczała go winą za swoje cierpienie, nie mogła spać, dzwoniła do babci dotąd, aż uzyskała wybaczenie dla swojej niesubordynacji. Można zauważyć, że pijący ojciec pacjentki wzmacniał relację jej matki z babką, co chroniło matkę przed rozwojowym, ale jednak cierpieniem związanym z podjęciem prób separacji od własnej matki i wejściem w głębszą zależność od męża.
Style osobowości u matek, które najczęściej są związane z parentyfikacją, to: masochistyczny i narcystyczny. Pod pojęciem masochizmu lub autodestrukcyjnych zaburzeń osobowości kryją się osoby, które prezentują tendencję do unikania lub niedopuszczania do przyjemnych doświadczeń, angażują się w sytuacje lub związki, które przysparzają im cierpienia, uniemożliwiają innym udzielenie sobie pomocy. Kolejne kryteria to: wybieranie sytuacji i osób, z którymi kontakt przynosi rozczarowanie, niepowodzenie lub złe traktowanie; nawet wtedy gdy wyraźnie dostępne są lepsze możliwości, także odrzucanie lub udaremnianie starań innych, by jej pomóc. Na pozytywne wydarzenia osobiste (np. nowe osiągnięcie) takie osoby reagują przygnębieniem, poczuciem winy lub zachowaniem, które powoduje cierpienie (np. prowokują wypadek). Osoby o tendencjach autodestrukcyjnych prowokują złość lub odrzucenie przez innych, po czym czują się skrzywdzone, poniżone lub upokorzone (np. kobieta publicznie ośmiesza współmałżonka, a gdy ten odpowiada złością, czuje się zdruzgotana). To osoby, które odrzucają okazje do odczuwania przyjemności lub niechętnie przyznają, że coś je cieszy (mimo posiadanych odpowiednich umiejętności społecznych i zdolności odczuwania przyjemności), nie udaje im się zrealizować zadań ważnych z punktu widzenia osobistych celów, mimo iż obiektywnie są do tego zdolne. W końcu nie pociągają ich opiekuńczy partnerzy seksualni, za to skrajnie poświęcają się dla osób, które tego nie oczekują (Millon, 2005).
Masochistyczny styl łączy się z „kompulsywnym dawaniem opieki”. Dziecko chroniąc obraz opiekuna, który się poświęca ponad siły i manifestuje cierpienie, odwraca agresję przeciwko sobie. Doświadcza poczucia winy i wstydu, a także wrażenia, że jest złe, ponieważ nie potrafi pełnić funkcji opiekuńczej wobec rodzica. Mimo że w realnych doświadczeniach opiekunowie mogą być niestali, a nawet jawnie wrodzy.
Jedna z pacjentek opowiadała, że jako nastoletnia dziewczynka pokłóciła się z lekarzem, ponieważ chciała poddać się koniecznemu zabiegowi, ale bez zgody matki. „Nie chciałam jej dodatkowo martwić, bo i tak miała przerąbane”. Dziecko ma poczucie, że jeśli będzie się starać, to ciężką pracą zyska miłość rodzica.
W stylu narcystycznym dziecko w obronie przed uczuciami wstydu i wściekłości spowodowanej brakiem odzwierciedlania i dostrojenia emocjonalnego ze strony rodziców tworzy fałszywe, często wielkościowe, self. Wspólne dla wyżej wymienionych sytuacji jest to, że dziecko uwewnętrznia model relacji Ja — inni, który wymaga poświęcenia prawdziwego Ja, żeby zachować relację z opiekunem (Schier, 2014). Źródłem rozwoju fałszywego self jest plan matki, aby posiadać takie, a nie inne dziecko, gdzie ten plan staje się ważniejszy niż inicjatywa samego dziecka. Przekonanie o matczynej wszechmocy może nasilić się, jeżeli towarzyszy mu pragnienie matki, aby urodzić dziecko bez udziału mężczyzny (Mollon, 2015).
Wielu pacjentów opisuje swoje matki jako kontrolujące i dewaluujące ojców. Pamiętam opowieść jednej z pacjentek, która mówiła, że matka nieustannie dewaluowała ojca, ale też wyrażała złość i niechęć do wszystkich mężczyzn w rodzinie. Opowiadała godzinami o wujkach, którzy nie spełniają żadnej konstruktywnej roli w życiu rodziny. Zapewniała pacjentkę, że tylko relacja z matką jest warta poświęcenia, jakby chciała powiedzieć: „Nic ciekawego w świecie poza mną Cię nie spotka”.
MATKA, MADONNA, DZIWKA...
Pacjenci DDA przychodząc do terapii, mają rozszczepiony obraz rodziców, tj. idealizowana matka (dobry obiekt) i zdewaluowany ojciec (zły obiekt), co się przejawia już podczas zbierania pierwszego wywiadu. Pacjenci prezentują pewien nawyk mówienia głównie o alkoholu i pijącym ojcu, jako źródle obecnych zaburzeń i przeszłego cierpienia. Wielokrotnie pytając o matkę, spotykam się z odpowiedziami: „moja matka była świętą kobietą”, „moja matka jest najlepszą osobą na świecie”, „wszystko zawdzięczam mojej matce”, „moja matka była dobra, wrażliwa, pogodna, wszystko znosiła z uśmiechem”. Czasami pacjenci reagują zaskoczeniem, a czasami wrogością, mówiąc, że przyszli po to, aby tylko i wyłącznie rozmawiać o ojcu. Relacjonując przeszłe wydarzenia, często mówią o poczuciu winy i zawstydzenia (zwłaszcza w przypadku mężczyzn), że nie byli w stanie obronić, uratować matki przed złym ojcem. Matka jest chroniona poprzez mechanizm idealizacji i opisywana jako rodzic, od którego niczego nie można wymagać. Taka sytuacja świadczy o odwróceniu ról i towarzyszącemu poczuciu istnienia wielkiego, wyobrażonego długu wobec rodzica. Rodzic zaś niejednokrotnie jest jak bezlitosny bank, który podnosi stopę procentową wraz z narastającym procesem separacji dziecka. To powoduje, że osoby doświadczają nieustającego konfliktu lojalności wobec rodzica, którego opuszczają na rzecz własnej rodziny lub wobec dzieci, które opuszczają na rzecz domagającego się opieki rodzica.
Praca nad relacją z matką to jeden z najtrudniejszych etapów pracy psychoterapeutycznej. Czasami więzy lojalności oraz przymus chronienia matki jest tak silny, że przy braku odpowiedniej dawki empatii, może dojść do zerwania terapii. O matkach nie mówi się źle. To element kultury, o czym dobrze przekonała się psychoanalityczka Estella Welldon, która jako pierwsza opisała perwersyjne zachowania kobiet, wyrażające się poprzez przemoc wobec dzieci. Książka ta została odrzucona przez środowiska feministyczne, co pokazuje, że wrogość i zawiść matek wobec dzieci, stanowią w pewnych kręgach tabu. Proces terapeutyczny zmierza w kierunku osiągnięcia ambiwalencji, czyli pozycji depresyjnej (Klein, 2007), która przejawia się w zdolności do syntezy dobrych i złych aspektów całego obiektu, co wywołuje uczucia żałoby i winy, ale też stanowi ważny postęp w życiu emocjonalnym i intelektualnym. Dla pacjentów odkrywanie prawdy o rodzicu, od którego w głównym stopniu było się zależnym, bywa bardzo rozczarowującym przeżyciem, ale też stanowi szansę na dostrzeżenie zupełnie nowego wymiaru, który znajduje się gdzieś pomiędzy idealizacją i dewaluacją, przez co zmniejsza się rozszczepienie, a obrazy rodziców ulegają integracji. Podczas psychoterapii dorośli pacjenci mają szansę odkryć u swoich rodziców pewne cechy charakteru, których wcześniej nie dostrzegali. Często nie są to cechy nowe, lecz zmienia się sposób ich postrzegania. Nowe spojrzenie otwiera nowe perspektywy. Dzięki temu może pojawić się zainteresowanie odkrytymi cechami osobowości własnych rodziców i w rezultacie zmiana w relacji z nimi w świecie wewnętrznym pacjenta, nawet jeśli rodzice już nie żyją. Kiedy dochodzi do odtworzenia w pacjencie całego wewnętrznego obiektu poprzez połączenie aspektów kochanych i znienawidzonych, możliwa jest reparacja, a tym samym dalszy twórczy rozwój (Quinodoz, 2014).
Podkreślanie prawa do własnego rozwoju, uświadamianie pacjentowi, że to, co się działo w rodzinie, było udziałem obojga rodziców, pokazywanie relacji rodzinnych w perspektywie historycznej, podkreślanie różnic między rolą pary rodzicielskiej a rolą i możliwościami dziecka, mogą przecierać szlaki do pojawienia się uczuć ambiwalentnych.
Ambiwalencja to zdolność do przeżywania i wytrzymywania zarówno pozytywnych jak i negatywnych uczuć do jednej osoby, bez konieczności zrywania relacji w sytuacji rozczarowania lub dyskomfortu, co stanowi podstawę do budowania trwałych, głębokich więzi (Schier, 2014).
Być może będą Państwo rozczarowani, że o temacie artykułu wspominam na samym końcu odrobinę zdawkowo, ale wydaje się, że to dobrze odzwierciedla proces terapeutyczny, któremu początkowo towarzyszy nadzieja na idealną miłosną relację, a potem pojawia się... cóż, smutek, żal i wielkie rozczarowanie... To wszystko jednak jest potrzebne, aby stworzyć gotowość do ambiwalencji, do której dochodzi się, badając, odkrywając i poddając nieustannej refleksji poszczególne karty własnej historii relacji z obiektami.
Dla praktyki psychoterapeutycznej to niezwykle ważne, aby odkrywać wraz z pacjentem psychologiczną prawdę o obojgu rodzicach, nawet jeśli to oznacza okresy bólu i żałoby po straconych obrazach, które wisiały w wewnętrznym świecie pacjenta jako jedyne pamiątki po idealnej miłości, która się nie stała, a mogła się stać... Przyglądanie się rodzicom pacjentów w ich złożoności pozwala na odzyskanie wewnętrznego domu, po którym często po wielu latach można swobodnie pospacerować bez przytłaczających uczuć winy, wstydu i lęku.
Bibliografia
- Kałęcka A., Izdebska A. (i współ.), Intymność w związkach dorosłych dzieci alkoholików, w: Cierpiałkowska L., (red.). Oblicza współczesnych uzależnień, Wydawnictwo Naukowa UAM, Poznań 2006, s. 145-159.
- Klein M., Zawiść i wdzięczność oraz inne prace z lat 1946-1963, GWP 2007, s. 3.
- Millon T., Davis R., Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie, IPZ, Warszawa 2005, s. 661-680.
- Mollon P., Wstyd i zazdrość. Ukryty zamęt, Oficyna Ingenium, Warszawa 2015, s. 50-51.
- Quinodoz D., Starzenie się — przygoda życia, które trwa, Oficyna Ingenium, Warszawa 2014, s. 13, 55-56.
- Schier K., Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie. Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2014, s. 84-92, 133, 207-214.
- Sobolewska-Mellibruda Z., Odebrane dzieciństwo. Psychologiczne problemy dorosłych dzieci alkoholików. Instytut Psychologii Zdrowia, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Warszawa 2000, s. 9.
- Wallin D.J., Przywiązanie w psychoterapii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011, s. 31-51.
- Welldon E. V., Matka, madonna, dziwka. Idealizacja i poniżenie macierzyństwa. Oficyna Ingenium, Warszawa 2010, s. 9-15.
- Zimbardo P.G., Efekt Lucyfera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012.