Alkoholicy Wysokofunkcjonujący

Nie wiem, dlaczego nie mogę spać...

"Alkoholicy wysokofunkcjonujący wykazują się siłą woli, samodyscypliną i kontrolą sytuacji, co pozwala im na powodzenie w wielu aspektach życia. Jednakże cechy te nie są w stanie „załatwić” sprawy ich picia i dlatego ich życie jest niesterowalne."
Autor: Magdalena Choroś

Noe był rolnikiem i on to pierwszy zasadził winnicę. Gdy potem napił się wina, odurzył się nim i leżał nagi w swym namiocie. Cham, ojciec Kanaana, ujrzawszy nagość swego ojca, powiedział o tym dwu swym braciom, którzy byli poza namiotem. Wtedy Sem i Jafet wzięli płaszcz i trzymając go na ramionach, weszli tyłem do namiotu i przykryli nagość swego ojca; twarzy zaś swych nie odwracali, aby nie widzieć nagości swego ojca. (Rdz. 9,6 — 10,14).

Gdybyśmy spróbowali osadzić tę historię we współczesnym kontekście, można byłoby powiedzieć, że wielu dzisiejszych managerów podziela historię Noego. Dostają odpowiedzialne zadanie od swojego szefa, który wierzy, że tylko właśnie ta osoba może mu podołać. Realizacja wymaga dużego nakładu energii i zaangażowania. Na jakiś czas zadanie hibernuje potrzeby, rodzina jest podporządkowana sprawie, czas zastyga, a kiedy jest już po wszystkim, wino pomaga uporać się z winą lub innymi nieznośnymi uczuciami. Co więcej, fragment ten dobrze obrazuje reakcję najbliższych — przykryjmy, nie patrzmy, może się opamięta. Czy wiadomo, co się dzieje u współczesnych Noe po zawarciu przymierza z Bogiem?

NIE WIEM, DLACZEGO NIE MOGĘ SPAĆ...

Czasami muszę się zebrać w sobie, zanim zadam to pytanie: Jak często Pan/Pani pije alkohol? Jak to zrobić, kiedy ma się przed sobą osobę wykształconą, elokwentną, deklarującą nienaganne stosunki towarzyskie, udane życie małżeńskie, wysoki status finansowy, dobre zdrowie, uznanie społeczne i jedynie drobny na pozór problem w postaci kłopotów ze snem. A sen jest ważny! I każdy terapeuta o tym wie! Nie bez powodów występują problemy ze snem. I to jest ta szansa, żeby właśnie przez sen dostać się do środka wydarzeń, o których nie można myśleć, ani mówić, po których można tylko nie spać.

Bardzo wielu uzależnionych alkoholików przez lata nie otrzymuje trafnej diagnozy, ponieważ wysoki status materialny i idąca za tym pozycja zawodowa w naszej mentalności wyklucza poważne problemy związane z używaniem środków psychoaktywnych. W swojej praktyce często spotykam osoby leczące się latami z powodu depresji, głównie dlatego, że pytanie o środki psychoaktywne nigdy nie padło lub lakoniczna odpowiedź w stylu „Okazjonalnie” wystarczała, aby alkoholizm wykluczyć.

GARŚĆ WITAMIN Z RANA, BUTELKA POD PODUSZKĘ

Sarah Benton w książce pt: „Alkoholicy wysokofunkcjonujący z perspektywy profesjonalnej i osobistej” podaje dosyć szczegółową charakterystykę osób odnoszących sukces, którzy zmagają się z problemem uzależnienia. Zauważa, że osoby te mogą spełniać kryteria poważnej diagnozy uzależnienia, a jednocześnie nie spełniać kryteriów lżejszego stanu nadużywania alkoholu ze względu na uwzględnianie w nich negatywnych konsekwencji w zewnętrznym życiu, które często u osób wysokofunkcjonujących nie zachodzą (Benton, 2015).

Taka sytuacja powoduje utrzymywanie się latami podwójnego życia osoby uzależnionej, na które składa się z jednej strony:

Z drugiej strony obserwujemy zachowania typowe dla osób uzależnionych:

PRZYKRYJMY GO PŁASZCZEM...

Pomimo pokaźnej listy niepokojących sygnałów świadczących o uzależnieniu wiele osób wysokofunkcjonujących donosi, że ich rodziny żyły w wyparciu problemu alkoholowego. Większa część rodzin ma negatywny obraz alkoholizmu i nie życzy sobie takiego problemu w swoim systemie rodzinnym, co prowadzi do permanentnego ignorowania sytuacji. Te przykre przypadki, ale popularne w naszym społeczeństwie, pokazują, że rodzina nie ma interesu, aby osoba w ten sposób funkcjonująca podjęła leczenie. Stoją za tym obawy, że leczenie wymagające zmiany stylu życia, spowoduje zwolnienie tempa pracy i przesunie punkt ciężkości z sukcesu w sferze zawodowej i towarzyskiej na stabilizację w obszarze emocjonalnym, co zagraża tworzonej przez lata atrapie „ludzi sukcesu”.

POD PRĘGIERZEM OSIĄGANIA

Można byłoby się zastanowić, co jest powodem funkcjonowania, które opiera się na gorączkowej ekspansji zewnętrznych dóbr kosztem wewnętrznego dobrostanu. Istnieją badania, które podkreślają związek pomiędzy waloryzacją przez opiekunów umiejętności szkolnych i akademickich a rozwojem pracoholizmu u dzieci.

Robinson (1999) wymienia kilka cech charakteryzujących dzieci pracoholików:

Wielu wysokofunkcjonujących alkoholików wyrastało w domach, gdzie jeden lub dwoje rodziców było uzależnionych od alkoholu. Wykazywanie się nadzwyczajnymi sukcesami i hiper wydajnością było sposobem na utrzymywanie nadziei, że „jeśli będę idealna, mój rodzic alkoholik będzie mnie dobrze traktował”.

PATOLOGIA NORMALNOŚCI

Jeżeli w miejscu pracy czy grupie zawodowej istnieje kultura ostrego picia, występuje też pewna zbiorowa mentalna ochrona tego zjawiska. Mamy skłonność myśleć, że jeśli zewnętrzna fasada jest określana przez społeczeństwo jako sukces, to na pewno nie możemy mieć żadnych problemów wewnętrznych. W swoich pracach Fromm podkreśla, że jako społeczeństwo odnieśliśmy niebywały sukces. W ciągu ostatniego stulecia wytworzyliśmy w świecie zachodnim więcej bogactwa materialnego niż jakiekolwiek społeczeństwo w historii ludzkości.

Jednocześnie w zachodnim społeczeństwie wzrasta wskaźnik samobójstw, który jest wyrazem braku równowagi umysłowej i zdrowia psychicznego. Nie ma żadnych wątpliwości, że objawem niezrównoważenia umysłowego i emocjonalnego jest alkoholizm (Fromm, 1995).

Niebywałą i przerażającą ilustracją powyższych treści był eksperyment przeprowadzony przez Johna Calhouna w 1968 roku. Ośmiu myszom zapewniono doskonałe warunki życia. Miały bezproblemowy dostęp do wszystkiego, co było im potrzebne do życia. W początkowej fazie eksperymentu liczebność populacji rosła, by po pewnym czasie zacząć maleć aż do całkowitego wymarcia. Eksperyment trwał cztery lata. Powtarzano go kilkukrotnie na myszach i szczurach, a wynik zawsze był ten sam: nieograniczony dostęp do pokarmu i brak zagrożeń powodował wymarcie populacji. W czasie trwania eksperymentu badacze zaobserwowali:

Po sześciuset dniach od zasiedlenia rozpad interakcji społecznych trwał nadal, a populacja zaczęła zmierzać do wymarcia. W tym okresie zanikło rodzenie młodych. Samce wycofały się zupełnie i już ani nie zalecały się do samic, ani nie walczyły. Jadły, piły, spały i czyściły swe futerka — i wszystko w samotności. Charakteryzowały się elegancką sierścią i brakiem zranień. Calhoun nazwał je „pięknisiami”.

Eksperyment ten jasno pokazuje, że cel w postaci wygody materialnej, jaki obieramy jako społeczeństwo, pociąga za sobą poważne konsekwencje w postaci rozpadu więzi społecznych.

Idąc za Frommem, można powiedzieć, że życie posiada własny, wewnętrzny dynamizm, dąży ono do rozwoju, do znalezienia swego wyrazu, do spełnienia się. Wydaje się, że jeżeli tendencja ta zostanie udaremniona, wówczas energia skierowana w stronę życia ulega procesowi rozkładu i przemienia się w energię skierowaną ku zniszczeniu. Destruktywność jest zatem czynnikiem niespełnionego życia. Warunki jednostkowe i społeczne, które tłamszą życie, rodzą żądzę niszczenia, która staje się swego rodzaju punktem wyjścia dla wrogich tendencji skierowanych bądź przeciw innym, bądź przeciw sobie (Fromm, 1993).

Brak pomysłu na urzeczywistnianie typowo ludzkiego potencjału w postaci rozwoju zdolności do kochania, empatii, rozumienia, rozwijania swoich twórczych możliwości widoczny jest zarówno w procesie wychowywania, jak i oddziaływaniach edukacyjnych. Coraz rzadziej pada pytanie „Co myślisz na dany temat?”, a coraz częściej zadaniem jest uzupełnienie brakujących wyrazów w tekście. To powoduje, że ludzie nie są zachęcani do tworzenia własnych, osobistych narracji, a jedynie do odgadywania tego, co się powinno myśleć. Taka sytuacja prowadzi do postępującej robotyzacji społeczeństwa. Modus posiadania traktuje się jako najbardziej naturalny sposób urzeczywistniania egzystencji czy też wręcz jako jedyny akceptowalny sposób życia. Powoduje to, że coraz trudniej czerpać przyjemność z faktu, że się jest, że się żyje i że z tego życia zrodzić się może coś zupełnie nowego, gdy tylko zdobędzie się na odwagę oddania się i spontanicznej reakcji (Fromm, 1993).

Swoje rozważania chciałabym zakończyć pewną smutną konkluzją pochodzącą z dzieła Fromma pt.: „Zdrowe społeczeństwo”:
„W wieku dziewiętnastym problem polegał na tym, że Bóg umarł; w wieku dwudziestym problemem jest to, że umarł człowiek...”
Co Fromm by powiedział o dwudziestym pierwszym wieku?

Bibliografia

Autorka jest psychologiem, certyfikowanym specjalistą psychoterapii uzależnień, kierownikiem Poradni Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia przy ul. Belgijskiej 4 w Warszawie.
Powrót do strony głównej